Marzec 5, 2017 at 8:00 pm

Mirosława Tezlaff – rozmowa o gotowaniu, smakach, energetyce i TMC (ROZ-006)

Mirosława Tezlaff – rozmowa o gotowaniu, smakach, energetyce i TMC  (ROZ-006)

Tradycyjna Medycyna Chińska (TCM) to nie tylko akupunktura ale także holistyczne podejście do człowieka między innymi dzięki odżywianiu. Mirka Tezlaff – moja rozmówczyni – to specjalistka od diagnozy stanu zdrowia zgodnego z zasadami TCM.

Diagnozę opiera o analizę wyglądu języka, twarzy, puls i pokazuje jakiej energii jest u nas za dużo oraz wskazuje niedomagania poszczególnych narządów.

Dobiera dietę głównie w oparciu o produkty poddane obróbce termicznej, gdyż układ trawienny większości z nas jest osłabiony i nie w pełni zdolny do trawienia surowego. Chińska medycyna mówi, że gotowanie, to jakby wstępne trawienie i wtedy żołądek, który jest rodzajem kotła, nie musi już gotować takiego pożywienia. Szczególną uwagę zwraca na właściwości smaków i termikę potraw.

 

Podstawowe zasady dietetyki wg TCM to:

  • pokarm oddziaływuje na cały organizm
  • pożywienie powinno być dostosowane do strefy klimatycznej, w której mieszkamy
  • produkty dobieramy w zależności od pory roku zwracając szczególną uwagę na ich termikę (energetykę)
  • składniki odżywcze nie występują w naturze oddzielnie
  • proces trawienia wymaga odpowiedniej termiki niezbędnej do jego trawienia
  • jedz wtyko „żywność”  – unikaj przetworzonych produktów oraz chemicznych dodatków i leków

W tym odcinku usłyszysz:

  1. jak rozpoznać naturę potrawy, która jest dobra dla Ciebie,
  2. jak smaki i energetyka potraw wpływa na nasze zdrowie,
  3. jak gotowanie może nas wzmacniać,
  4. dlaczego świeże warzywa owoce i zboża nie są dobre dla każdego,
  5. jak wygląd języka obrazuje nasz stan zdrowia,
  6. na czym polega metoda analizy energetycznej Rydoraku,
  7. jak wzmacniać organizm i radzić sobie z infekcjami za pomocą żywienia

Jak pobrać i odsłuchać podcast na iTunes i Soundcloud

Podcast do odsłuchania: na iTunes , Soundcloud oraz w Playerze poniżej , oraz do pobrania w mp3.

Zapraszam do subskrypcji i komentarzy.

Transkrypcja rozmowy :


☟☟kliknij aby rozwinąć transkrypcję rozmowy ☟☟

Paweł Dempc: Witaj serdecznie Mirko. Na początek prosiłbym Cię tradycyjnie abyś powiedziała kilka słów o sobie, czym się zajmujesz i w jaki sposób pomagasz ludziom?
Mirosława Tezlaff: Dzień dobry, witaj. Generalnie można powiedzieć, że jestem szczęściarą dlatego, że robię to co jest moją pasją. Jak tylko sięgam pamięcią zawsze ciągnęło mnie można powiedzieć do pomagania innym i do kuchni. Wychowałam się w rodzinie pokoleniowej, generalnie w kuchni zawsze rządziła babcia i nie miałam tam zbytnio dużej możliwości do spełniania się, ale jak wyjechałam na studia, potem założyłam rodzinę już były możliwości. Faktycznie lubiłam gotować, było to takie spełnianie się po części. Zaczął się problem z moim gotowaniem, to jest takie trochę może dziwne, ale w momencie kiedy otworzył się rynek, kiedy powstały markety, kiedy zostaliśmy zalani właśnie różnymi produktami i wtedy z tym przyszły też informacje na temat jak mamy się odżywiać. Bo generalnie kiedyś gotowało się tak jak wynieśliśmy z domu, według smaku swojego, pomysłu, kreatywności, a tutaj właśnie pojawiły się pierwsze informacje na temat co nam służy. I pamiętam z tamtych czasów właśnie takie informacje, że nie powinniśmy jeść masła, że nie powinniśmy jeść jajek, że nie powinniśmy gotować, bo gotowanie niszczy wartości odżywcze.

Ja zaczęłam się bać gotować po prostu, o co tutaj chodzi, nie wiedziałam. No i tak właśnie próbowałam według tych zaleceń działać, czyli wprowadziłam sporo surówek, owoców, próbowałam nawet, pamiętam, że kupiliśmy z mężem taki kielich do przyrządzania zupy na zimno, nie wiem czy raz może go użyliśmy w tym celu. No i właśnie wkradł się do tej mojej kuchni strach i to nie było fajne. No i właśnie pojawiły się pierwsze choroby, najpierw ja zachorowałam na tzw. chorobę nieuleczalną, potem w następnym roku syn zachorował na cukrzycę. I to dosyć trudne przeżycie, znaczy to moje zachorowanie jakby nie wróciło mi jeszcze można powiedzieć rozumu, ale dopiero jak syn zachorował to było to dla mnie bardzo trudne przeżycie i ono wywołało sporą determinację, chyba też i siły dało. I wtedy dzieje się w życiu człowieka chyba coś takiego, że człowiek spotyka drugiego człowieka, który otwiera mu drzwi te właściwe. Tak stało się w moim przypadku, dostałam wtedy, syn leżał wtedy w Akademii Medycznej, dostałam wtedy pierwszą książkę od koleżanki o Pięciu Przemianach. W ogóle nie wiedziałam co to jest, przeczytałam ją jednym tchem i wtedy absolutnie nie widziałam wiedzy tej ogromnej jeszcze z zakresu Medycyny Chińskiej, ale wróciłam można powiedzieć do domu rodzinnego, do gotowania według pór roku, bo tak wtedy się gotowało tylko nikt o tym nie mówił. I teraz po latach widzę, że to było moje zakorzenienie. Ja wróciłam do domu, znalazłam swoją tożsamość i można powiedzieć, że to było, teraz tak to widzę, że to było właśnie to.

Wtedy syn wrócił z Akademii, a ja pojechałam na pierwszy warsztat, żeby nauczyć się gotować według Pięciu Przemian. No i zaczęłam gotować według Pięciu Przemian, zaczęłam czytać wszelkie możliwe publikacje, no i przede wszystkim zaczęłam poznawać produkty trochę inaczej, czyli nie tylko, że mają wartości odżywcze, witaminy, minerały, ale również, że mają swoją naturę i swój smak. I to dla mnie stało się podstawą właśnie do odżywiania, to jest podstawa właśnie do budowania według mnie naszej wewnętrznej natury. Potem oczywiście przyszedł czas usystematyzowania tej wiedzy i znowu pojawili się w życiu odpowiedni ludzie, którzy powiedzieli mi, że właśnie w Krakowie jest taka szkoła do której przyjeżdza Claude i Ina Diolosa i prowadzą właśnie zajęcia dla wszystkich, którzy chcą się kształcić w tym kierunku. Ja kończyłam właśnie tam u Iny Diolosy, kończyłam dietetykę leczniczą, diagnostyki z języka i diagnostyki z twarzy. Potem oczywiście uczestniczyłam w różnych innych kursach, warsztatach, do tej pory to się dzieje, teraz w połowie marca jadę znowu do Krakowa, dowiedziałam się, że właśnie będzie takie weekendowe spotkanie na temat śluzu i wilgoci w organizmie człowieka, jakie one generują choroby, jak sobie z tym poradzić. Także taka pokrótce jest moja historia o którą pytałeś.

Paweł: Tak. I właśnie mówisz o tej naturze produktów i o naszej naturze, którą trzeba jakby na początku określić, co nam służy, co nam nie służy. A jak w prosty sposób możemy zaobserwować czy rzeczywiście to co spożywamy jest dla nas odpowiednie, jak powinniśmy zmienić nasze odżywianie, czy możemy sami to zaobserwować?
Mirosława: Znaczy wiesz, no przede wszystkim najpierw musimy otworzyć się na to, na tą wiedzę, że nie tylko wartości odżywcze budują nasze zdrowie, ale właśnie, że ta natura produktów. Co to znaczy, że natura produktów – natura produktów to jest ich termika, czyli czy one są dla nas wychładzające, czy są neutralne, czy nas ogrzewają. Każdy z nas może to sprawdzić we własnej kuchni. Tak samo jest ze smakiem, mamy pięć podstawowych smaków, smak kwaśny, gorzki, słodki, ostry i słony. I one mają właśnie swoją siłę w budowaniu naszej natury, bo cóż to jest ta natura nasza, to jest właśnie można powiedzieć, że każdy z nas ma taki wewnętrzny klimat, który możemy określić tak samo jak określa się pogodę za oknem, czyli możemy powiedzieć, że mamy wilgoć, suchość, zimno, gorąco, wiatr, wszelkie te stany możemy mieć wewnątrz naszego organizmu. Czyli to jest jakby jedna część, a druga część to jest właśnie ta jak sobie pomóc.

Więc jeśli otworzyliśmy się na tą wiedzę o naturze i smaku produktów to dokładnie właśnie tutaj jest ta droga, którą powinniśmy podążyć, bo w momencie kiedy w naszym organizmie dominuje na przykład zimno, a my na śniadanie jemy na przykład jogurt z płatkami no to ja bym powiedziała, że niekoniecznie dla naszego organizmu to dobre, bo jogurt jest w smaku kwaśny, wszystko co jest w smaku kwaśne, oprócz octu, jest orzeźwiające i chłodne. Wieć jeśli nam jest zimno, jeśli odczuwamy taki chłód wewnętrzny to nie to śniadanie dla nas.

Paweł: Ok, ale też w kontekście mówiłaś pór roku trzeba patrzeć na odżywianie.
Mirosława: To znaczy tak, gdybyśmy faktycznie byli tak zrównoważeni jak należy to wtedy faktycznie odżywianie według pór roku jak najbardziej, czyli latem wprowadzamy więcej sezonowych owoców, krócej gotujemy, może więcej surowego, więcej sałat, ale generalnie to powiem Ci, że rzadko można spotkać taką osobę super zrównoważoną, często jest tak, że i latem w momencie kiedy jest silnie osłabiony układ pokarmowy, kiedy mam dużo wilgoci w sobie, jest silnie osłabiona śledziona to na początek i latem zaleca się więcej gotowanego jedzenia. Także tutaj jest to sprawa bardziej indywidualna i w momencie kiedy już jakby mamy te odczucia i jesteśmy na nie otwarci, bo często takim naszym bólem jest to, że my po prostu jakby nie jesteśmy w kontakcie ze sobą. Wszelkie sygnały, które nam wysyła organizm raczej bagatelizujemy albo jesteśmy na nie źli wręcz i próbujemy je tam stłamsić, zabić po prostu jakąś tabletką. Także tak ja to postrzegam.

Paweł: Czyli tak ogólnie rzecz ujmując to jeżeli czujemy, że jest nam cały czas zimno to powinniśmy bardziej iść w kierunku potraw rozgrzewających, nie tyle ciepłych, ale tych co mają naturę rozgrzewającą?
Mirosława: To znaczy wiesz co, no właśnie troszeczkę tak nie do końca. Warto myślę skorzystać na początek z porady terapeuty, takiego diagnosty, dlatego, że to, że odczuwamy zimno może iść z dwóch takich podstawowych korzeni – faktycznie z wychłodzenia nerek, ale również z tzw. niedoboru krwi. I w momencie kiedy mamy na przykład niedobór krwi, który na pewno częściej dotyka kobiet i taka kobieta gdzieś tam usłyszy – aha, odczuwam zimno, no więc zacznę się rozgrzewać właśnie tymi rozgrzewającymi przyprawami typu właśnie suszony imbir, cynamon, pieprz kajeński, czosnek, cebula, też przecież mamy rozgrzewające metody gotowania, czyli grillowanie, wtedy właśnie bardziej smażenie takie na żywym ogniu i pójdzie w tym kierunku to może zrobić sobie krzywdę. I dlatego jakby na początek faktycznie w momencie kiedy nie mamy jakby takiej diagnozy u zawodowego diagnosty to warto gdzieś znaleźć ten złoty środek, czyli wrócić jakby do wprowadzenia większej ilości gotowanego pożywienia zanim przejdziemy na tą stronę jakby rozgrzewającą, bo tutaj też można sobie zrobić jakąś krzywdę. Także na początek proponowałabym więcej wprowadzić rozgrzewającego jedzenia, skontaktować się z diagnostą i wtedy ustalić dokładnie jaka jest dysharmonia w organizmie.

Paweł: Ok. Cała idea gotowanego jedzenia według mnie jest teraz bardzo niepopularna, ponieważ wszędzie się mówi, z każdej strony, że powinniśmy jeść surowe posiłki, surowe warzywa, surowe owoce, ponieważ one zawierają najwięcej witamin, enzymów i poprzez gotowanie tracą te wszystkie wartości, a jako że żyjemy w takich czasach, że te owoce już nie są takiej jakości jak kilkadziesiąt, kilkaset lat temu no to w zasadzie po gotowaniu mogą w tych owocach zostawać bardzo śladowe ilości tych witamin, więc no jest rzeczywiście taka tendencja żeby odżywiać się surowymi owocami. Sam szczerze mówiąc też przez to przeszedłem, więc wiem dobrze. No i jak Ty to oceniasz?
Mirosława: To znaczy tak, wiem, że są takie zalecenia i słychać je zewsząd, ale moja praktyka jakby pokazuje troszeczkę coś innego. Jak pytam faktycznie ludzi ile w ich odżywianiu jest surowego czy właśnie surówek czy owoców to niektórzy mówią, że sporo, wtedy moje następne pytanie jest jak się po tym czujecie, więc z reguły odpowiedź jest, że niedobrze, że są wzdęcia, więc jakby jak to się ma. Wydawałoby się w związku z tym, że podstawą, no właśnie tutaj jest jakby spora różnica między naszą dietetyką zachodnią a tym podejściem związanym z Medycyną Chińską. W naszej dietetyce najważniejsze w zaleceniach jest to co stworzymy na talerzu przed człowiekiem i wtedy właśnie my tworzymy te witaminy, minerały, wartości odżywcze. Ja naprawdę nie usłyszałam nigdy czy któryś dietetyk zastanawia się co stanie się z tym pięknie przygotowanym posiłkiem na talerzu jak my to strawimy. Czy ktoś kiedyś pytał jak my się czujemy, ja naprawdę tego nie słyszałam.

W momencie kiedy mam odpowiedź, że po surowych, po owocach, po surówkach czuję wzdęcie to znaczy, że mam silnie osłabiony układ pokarmowy, który nie radzi sobie a już w szczególności te enzymy, które są jakby w surowym pożywieniu nie radzą sobie z tym trawieniem. Czyli wydawałoby się logiczne najpierw wzmocnić trawienie właśnie przez gotowanie. I tutaj nie bałabym się absolutnie, to jest coś o czym mówiłam, właśnie po pierwszej lekturze przywołałam sobie w pamięci właśnie ten dom rodzinny mojej babci, która rządziła w kuchni i podstawowym jedzeniem naszym były wtedy gotowane posiłki, faktycznie były to gotowane zupy, babcia je gotowała naprawdę sporo czasu na ogniu oczywiście i nikt nie martwił się wtedy, że coś tam się wygotuje i ludzie wtedy nie mieli raczej takich problemów z otyłością jak w tej chwili, już u dzieci obserwuje się naprawdę spore problemy. Myślę właśnie, że z powodu błędów żywieniowych, ale też w większości z osłabionego układu pokarmowego, dlatego że gdybyśmy mieli silny układ pokarmowy to myślę, że on by sobie poradził właśnie z tym różnym pokarmem, który mu serwujemy. Także myślę, że to jest też przykład na to, że podstawą jest wzmacnianie układu pokarmowego właśnie przez gotowanie.

Paweł: No tak, ale chyba się zgodzisz, że jedzenie przetworzone nie jest dla nas zdrowe.
Mirosława: Ale nie mówimy o przetworzonym, jesteśmy absolutnie przeciwni przetworzonemu jedzeniu czy temu niskiej jakości, mówimy o gotowaniu. Znaczy ja promuję i wszędzie piszę, gdzie tylko mogę, bo jestem absolutnie za gotowanymi bulionami, czy to będą buliony warzywne czy rybie czy mięsne, w zależności co dla kogo i wtedy gotując taki bulion ja absolutnie nie martwię się o to czy coś się wygotuje, bo generalnie najważniejsza w nim jest energia o której też nie słyszymy tutaj w naszej dietetyce. Czyli gotując taki bulion, mogę go gotować jeśli mam czas, nawet z osiem godzin. Czyli co to jest ten bulion, bulion jeśli jest on mięsny no to jest powiedzmy wołowina, to są warzywa, to są przyprawy. Po ośmiu godzinach gotowania mięso nie nadaje się już raczej do naszego spożycia, więc idzie na przykład jeśli ktoś ma pieska to może iść dla pieska, bo wygotowaliśmy już tam prawie wszystko, warzywa tak samo. Ale tutaj właśnie nie chodziło nam o to, tutaj chodzi o tą energię zawartą w tym bulionie i dla mnie to jest po prostu lekarstwo. Więc wtedy ja sobie po prostu zlewam ten bulion do dużego słoja i przechowuję w lodówce. I wtedy jeśli chcę przygotować zupę, na przykład pracujemy, wszyscy jesteśmy zapracowani, zagonieni i przychodzę i mam ten cudowny bulion w lodówce, przelewam część do garnuszka i wtedy dodaję świeże warzywa i wtedy nie gotuję sześć godzin, gotuję do miękkości warzyw, tyle ile trzeba. Czyli co ja mam wtedy w tej zupie, mam tą energię zawartą w gotowanym bulionie i można powiedzieć te wartości odżywcze ze świeżo ugotowanych warzyw.

Paweł: Czyli ten bulion przejmuje, chodzi jakby o kwestię energetyczną, a same wartości odżywcze możemy dodać na późniejszym etapie.
Mirosława: Dokładnie. Jest taki typowo chiński posiłek o nazwie konji, to jest bardzo długo gotowany ryż. Gotuje się go do ośmiu, dziesięciu godzin w proporcji oczywiście innej niż gotujemy ryż, bo powiedzmy na jedną szklankę ryżu jest dziesięć szklanek wody, potrzebny też jest dobry garnek, który się nie przypala i gotuje się to na bardzo małym ogniu i jest to, mówi się, że jest to najbardziej przyswajalny posiłek jaki można sobie wyobrazić właśnie dla chorych ludzi, dla małych dzieci czy właśnie kiedy my łapiemy jakieś przeziębienie czy jakąś chorobę to taki kleik właśnie jest naprawdę dobry.

Paweł: A ryż jest pełnoziarnisty czy biały?
Mirosława: Znaczy mamy naprawdę spory wybór ryży, bo one różnią się nie tylko kolorem, ale też jakby budową, bo mamy okrągłe, mamy podłużne i każdy z nich ma jakby swoje zadanie do spełnienia, ja gotuję na przykład z brązowego, naturalnego, okrągłego najczęściej. W momencie kiedy na przykład chciałabym podać to swojemu wnukowi małemu, który powiedzmy ma osiem miesięcy czy siedem to po prostu przecieram przez sito i dlatego, że tak małe dzieci absolutnie nie potrzebują dużej ilości błonnika w swojej diecie, więc wtedy jakby zostaje sam ten kleik.

Paweł: No właśnie, bo na przykład w kwestii tego błonnika, bo teraz też jest tendencja żeby wszystko jeść nieprzetworzone w kontekście właśnie pełnoziarniste pieczywo, ryż, makaron, czy tutaj też powinniśmy odrzucać te białe, biały ryż, biały makaron, białe pieczywo? Czy czasami rzeczywiście warto je zjeść ze względu na tą większą przyswajalność?
Mirosława: Więc znowu właśnie jest to bardzo indywidualne, dlatego że podstawowa jest sprawa taka, że na przykład weź porównaj biały cukier i ten brązowy, różnica jest podstawowa, w białym cukrze czy w białej mące, no na przykład w białym cukrze masz sam smak – słodki, bez żadnych wartości odżywczych, cukier brązowy, trzcinowy oprócz smaku słodkiego ma również jakieś witaminy, minerały, jest bardziej odżywczy też przez to.

Paweł: No tak. A czy sól też? Ta himalajska, morska?
Mirosława: Też. Ale musimy pamiętać, że właśnie ryż, ten brązowy, naturalny jest bardziej odżywczy właśnie przez ten błonnik i przez wartości odżywcze, które ma, bo biały ryż jest w większości tego pozbawiony. I teraz znowu zależy od kondycji naszego organizmu i ile my sobie tego dawkujemy, bo pamiętam taką historię, syn naszych znajomych bardzo źle się czuł i pierwsze co to oczywiście wszedł w internet i zaczął szukać sobie odpowiedniej diety, można tak powiedzieć, no i co wyszukał, no wszedł w tak zwany cudowny koszyk zdrowego jedzenia, który jest w naszej dietetyce, funkcjonuje i w tym koszu co jest, jest pieczywo pełnoziarniste, są jogurty, są owoce, są warzywa surowe. I zaczął wprowadzać to do swojego odżywiania i poczuł się jeszcze gorzej. Okazało się, że po prostu ma kamienie w pęcherzyku żółciowym, no więc nie mógł czuć się lepiej po pieczywie pełnoziarnistym, więc dla niego akurat lepsze byłoby pieczywo pszenne i to jeszcze stostowane, bo jest wtedy łatwiej przyswajalne i łatwiejsze do strawienia. Także tutaj wiesz jest to naprawdę bardzo, bardzo indywidualne, więc tutaj absolutnie nie ma, to jest chyba jedna z podstawowych różnic, nie ma w Medycynie Chińskiej koncepcji złego i dobrego jedzenia, które u nas funkcjonuje.

Paweł: Oczywiście bez tych skrajności, na przykład przetworzone jedzenie.
Mirosława: Tak, bez tych skrajności. Ale nie ma u nas, właśnie niestety to zostało stworzone, właśnie ten kosz zdrowych produktów po które najczęściej właśnie sięgają ludzie już z problemami zdrowotnymi, z osłabionym trawieniem, z osłabionym właśnie układem pokarmowym, no i to nie zawsze właśnie wychodzi na zdrowie.

Paweł: A jeśli chodzi o obróbkę termiczną czy smażenie to tutaj Medycyna Chińska jakoś to popiera?
Mirosława: Jak najbardziej. Przecież mamy to krótkie smażenie na wysokim ogniu…

Paweł: No tak, ale przecież też mówi się, że podczas smażenia wydzielają się tłuszcze trans, od tych olejów, których używamy.
Mirosława: Dlatego ważne jest właśnie na czym smażymy i tutaj jakby bardzo dobre jest masło klarowane, czyli to masło pozbawione już jakby białka i ono jest odporne na wysokie smażenie. No i też ważne jest jakby, jeśli smażymy, żeby tego oleju, powiedzmy tego tłuszczu, którego używamy do smażenia, żeby nie używać kilkakrotnie. No i też trzeba pamiętać, tak jak już wspomniałam, że nie tylko produkty jakby mają tą swoją termikę, czyli można podzielić produkty spożywcze właśnie od zimnych, chłodnych, neutralnych po gorące, tak samo metodę obróbki można podzielić, czyli mamy właśnie poczynając od surowizn to będą te metody właśnie bardziej orzeźwiające, wychładzające, smażenie będzie tą metodą można powiedzieć bardziej yangizującą, czyli wprowadzającą więcej gorąca do organizmu. I w momencie kiedy na przykład mamy obciążony pęcherzyk żółciowy to raczej nie w tym kierunku.

Paweł: Ok. Teraz gdybyśmy chcieli określić tą naszą naturę, jak mówisz powinniśmy się udać najlepiej do praktyka, który by nam pomógł w tym. Jedną z podstawowych metod, których używasz to jest właśnie analiza języka oparta na Medycynie Chińskiej i tak się zastanawiam jak język może mieć związek właśnie ze stanem naszego organizmu, czy jakoś możemy sami może zaobserwować patrząc na nasz język jakieś bardzo niepokojące objawy na które powinniśmy zwrócić uwagę? Czy po prostu nie ma co analizować i po prostu udać się do specjalisty?
Mirosława: No myślę, że na początek chyba powinniśmy się udać i ten specjalista powinien nas wyczulić na co powinniśmy zwrócić uwagę. No tutaj jest dosyć sporo różnych pytań. Faktycznie diagnostyka z języka jest jedną właśnie z cenniejszych w Medycynie Chińskiej, dokonywanej przez obserwację, oględziny. Historia jej oczywiście jest długa, bo sięga starożytnych Chin. Tam właśnie zaczęto gromadzić tą wiedzę na podstawie doświadczenia lekarzy chińskich, potem ona przez wieki była uzupełniana przez kolejnych terapeutów. Jaki ma związek jakby diagnoza z języka generalnie z diagnozowaniem chorób? Myślę, że na to pytanie można odpowiedzieć taką podstawową zasadą, założeniem z zakresu Medycyny Chińskiej, która mówi, że różne części ciała mają swoje odpowiedniki w innych częściach ciała. I właśnie tutaj różnym obszarom na języku, które można nazwać sferami, przyporządkowane są właśnie narządy wewnętrzne. Ten system związków można wytłumaczyć przebiegiem kanałów energetycznych, ale też fizjologicznymi związkami między językiem a narządami. Z resztą tą samą zasadę można przyrównać właśnie do diagnostyki z twarzy, którą też można powiedzieć jestem zafascynowana i tam właśnie jakby historia tej diagnostyki też związana jest z Medycyną Chińską. Ale ona zafascynowała można powiedzieć również ludzi Zachodu i to dosyć współczesnych, bo najbardziej rozwinęła się na przełomie XIX i XX wieku, nawet doczekała się nazwy – patofizjonomika, co oznacza – znaki cierpiącego ciała. I tam również właśnie, i to ludzie Zachodu doszukali się tych powiązań, że poszczególne sfery na twarzy odpowiadają właśnie kondycji naszego organizmu.

Odnośnie tego jak sobie tutaj zaobserwować czy jak w sumie może powinien wyglądać normalny język to tutaj może warto by wymienić pięć podstawowych wskaźników, które bierze się pod uwagę obserwując język czy diagnozując język – jest to tak zwana żywotność języka, kolor, kształt, nalot i wilgotność. Czyli ten tak zwany normalny język powinien można powiedzieć, że to jest to co widzimy na pierwszy rzut oka, czyli taki język, który diagnozuję powinien mieć, jakby ten normalny, właśnie taką żywotność, takiego ducha jak to się mówi, czyli nie powinien być ani pomarszczony, ani jakiś ciemny, czyli taki który na pierwszy rzut oka wydaje nam się, że coś tam jest nie tak. Drugi wskaźnik to kolor, mówimy o kolorze ciała języka. Kolor powinien być różowy do bladoczerwonego przez to, że jakby język jest mięśniem no to często przyrównuje się, że powinien wyglądać jak świeży kawałek mięsa. Kształt języka normalnego powinien być giętki, czyli nie właśnie za sztywny, nie zbytnio zwiędnięty, nie powinien być obrzęknięty, zbyt cienki, zbyt wąski. Odnośnie nalotu to nalot powinien być cienki, biały, często mówi się, że tak jak wschodzi trawa świeżo posiana, przy tym normalnym tak zwanym nalocie powinno być widoczne ciało języka. Jeśli nalot zakrywa ciało języka to znaczy, że już jest jakaś patologia. I wilgotność języka no to też język nie powinien być zbyt suchy czy na przykład taki, że jak pokazujemy język to z niego kapie, bo czasami i takie są przypadki.

Paweł: Czyli język powinien być można powiedzieć giętki, lekko czerwony, z lekkim nalotem, ale bez pęknięć.
Mirosława: Tak bez pęknięć absolutnie. Tutaj żadne bruzdy na języku też, bo mają swoje historie o których świadczą. Generalnie można zwrócić uwagę na nalot powiedzmy i często dużo osób obserwuje swój nalot na języku.

Paweł: No tak, tutaj podczas infekcji wirusowej ten nalot się na przykład zwiększa albo zmienia kolor.
Mirosława: Tak dokładnie.

Paweł: Ok, ale wraz z analizą języka też wspomagasz się takim narzędziem jak Ryodoraku. To jest takie urządzenie, które w jakiś sposób bada nasze kanały energetyczne. Na czym to dokładnie polega i jak to łączysz z analizą języka?
Mirosława: Więc Ryodoraku poznałam w 2000 roku, bo trafiliśmy właśnie na takie badanie, ono mnie wtedy właśnie bardzo zaciekawiło i potem w momencie kiedy już jakby sama otwierałam działalność diagnostyczną to postanowiłam właśnie nabyć to urządzenie. Ryodoraku to linie wysokiej przewodności elektrycznej, dokładnie tak to można przetłumaczyć, zostało opracowane przez profesora japońskiego w ubiegłym wieku w latach 50-tych. Celem tego badania jakby jest zbadanie naszej aktywności energetycznej za pomocą właśnie tej przewodności elektrycznej w sferach punktów akupunkturowych. Generalnie mierzy się ją w 24 punktach akupunkturowych – 12 na dłoniach i 12 na stopach i w efekcie otrzymuje wykres stanu naszych narządów wewnętrznych i jakby stanu ich energetyki. W połączeniu z diagnozą języka, z diagnozą twarzy, wywiadem też jest to bardzo pomocna czasami metoda diagnostyczna, dlatego że czasami pokazuje faktycznie gdzie jest problem. Jak najbardziej łączy się z wiedzą z Medycyny Chińskiej, bo właśnie z medianami i tutaj bardzo jakby uzupełnia tą wiedzę.

Paweł: Tylko powiem jeszcze, że ja tą metodę przeszedłem, to polega tak jak powiedziałaś na badaniu punktów energetycznych, czyli trzyma się w jednej ręce elektrody, a drugą się punktuje po tych punktach energetycznych i później zmieniamy strony, czyli też mamy porównanie lewej i prawej strony.
Mirosława: Tak. Taka diagnoza pierwsza u mnie trwa minimum półtorej godziny, że robię to badanie na początku i na końcu, żeby jeszcze jakby właśnie uchwycić tą średnią czy tą wiarygodność tego badania.

Paweł: Tak więc jak już przejdziemy taką diagniozę na podstawie której stwierdzimy, że mamy daną jakąś energetykę według której powinniśmy się w jakiś sposób odżywiać, a jeżeli żyjemy w rodzinie kilkuosobowej to może być taka sytuacja, że każdy z nas ma inną tą energetykę czy naturę i powinniśmy nasze żywienie jakoś różnicować. I jak to pogodzić w rodzinie w której jedna osoba ma skrajną energetykę w porównaniu do drugiej, mąż jest bardzo gorący, żona zimna i co wtedy? Jak te posiłki konstruować?
Mirosława: To znaczy wiesz co, tutaj naprawdę nie ma problemu, bo jeśli faktycznie już przyswoimy do siebie tą wiedzę, że być może faktycznie gotowane posiłki są bardziej przyswajalne dla nas to ten gotowany posiłek służy i temu mężowi, który ma jak mówisz wyższą energetykę, z resztą z reguły ona jest wyższa na pęchęrzyku żółciowym i wątrobie i też służy tej kobiecie. Po prostu dla tego mężczyzny, który faktycznie jest rozgrzany, czyli można powiedzieć ma tą energię wyższą w tych narządach no to wtedy faktycznie należałoby ograniczyć smażone pożywienie i też pozbawione jakby czosnku i bardzo ostrych przypraw. No to po prostu wtedy gotujemy ten jeden kociołek i w momencie kiedy byśmy chcieli tą żonę, która faktycznie jest bardzo wychłodzona, żeby ją troszeczkę rozgrzać to po prostu ona sobie wtedy dodaje więcej tych przypraw powiedzmy typu cynamon, imbir, a mąż po prostu je bez tych przypraw. Ale powiem Ci, że bardzo rzadkie są to przypadki. Generalnie z resztą wiem po swojej rodzinie i znajomych, że po prostu w momencie kiedy faktycznie mamy taką osobę jak mówisz bardziej rozgrzaną, z tą większą energetyką po prostu więcej dajemy tej osobie na przykład sałaty, wtedy taka osoba może przed głównym posiłkiem zjeść na przykład sałatę czy takiej osobie zalecamy na przykład jogurt. Więc tutaj raczej z tym głównym posiłkiem nie ma problemu, nie spotkałam się z tym żeby dla każdego członka rodziny gotować oddzielny posiłek.

Paweł: Czyli lekko różnicować po prostu bądź też czymś to wspomóc.
Mirosława: Dodatkowymi rzeczami typu jogurt, sałata czy przyprawy.

Paweł: Tutaj chciałem jeszcze wrócić do naszych podstawowych błędów żywieniowych o których wspomnieliśmy już w sumie na początku, że za dużo tych potraw wychładzających spożywamy, ale jakie są jeszcze takie być może błędy o których nie wspomnieliśmy, które wydaje nam się, że to jest dla nas dobre a często te błędy się u nas pojawiają?
Mirosława: To znaczy myślę, że to jest w większości, że tutaj faktycznie nie przestrzegamy tej sezonowości, jest to według mnie bardzo poważny błąd dietetyczny.

Paweł: A to na przykład, że my spożywamy potrawy, które nie rosną u nas w Polsce, powiedzmy z Afryki – banany, cytrusy, czy to jest nienaturalne dla nas, bo słyszałem takie opinie, że jeśli nie rosną w Polsce to nie powinniśmy ich jeść?
Mirosława: To znaczy wiesz, te produkty przecież nie są trujące. Mówimy o sezonowości produktów, czyli mówimy o tym, że żyjemy w takiej strefie w jakiej żyjemy, to szczególnie dotyczy właśnie owoców, jest dla nas najlepsze, że te tak jak mówisz właśnie cytrusy, banany, które przypływają do nas, przyjeżdzają właśnie z tych krajów z reguły są zrywane, miejmy też tą świadomość, w stanie naprawdę niedojrzałym i one gdzieś tam dojrzewają w magazynach. Czyli już kwestia i energii a z resztą też i natury, bo musimy mieć świadomość, że te owoce są silnie wychładzające dla nas, czyli one są bardzo dobre dla ludzi, którzy tam mieszkają w tych strefach gorących, bo one właśnie tam mają ich ochłodzić, orzeźwić.

Paweł: No potencjalnie banany nie wydają się z zewnątrz patrząc wychładzające?
Mirosława: Tak, właśnie z tego powodu, że są z tej strefy i że właśnie są zrywane naprawdę w stanie bardzo niedojrzałym, wręcz zielonym. One dojrzewają właśnie w drodze można powiedzieć. I faktycznie jak już tutaj dojadą i je kupujemy no to tak jak mówisz faktycznie są słodkie, odżywcze i często po nie sięgamy można powiedzieć jak jesteśmy w biegu. Ale oprócz tego, że właśnie mają tą naturę wychładzającą i przez to, że są bardzo odżywcze to też mają zdolność do zaśluzowywania organizmu. Także tutaj trzeba uważać jeszcze głównie podając je mały dzieciom, bo robimy jeszcze takie różne kombinacje, że łączymy powiedzmy banana z twarożkiem i podajemy dzieciom.

Paweł: To też według mnie jest problem – z dużą ilością śluzu. Jakie właśnie produkty bardzo nas naśluzowują oprócz tych właśnie bananów?
Mirosława: No właśnie, kiedy organizm tworzy śluz? Tworzy właśnie z produktów, które mają naturę śluzotwórczą. I jest to cały nabiał, są to słodycze oczywiście, szczególnie te takie właśnie najcięższe, są to ciasta te też takie najcięższe typu z kremami, czyli jest to wszystko to co lubimy. Śluz też tworzy zbyt dużo jedzenia, czyli jeśli my nie jesteśmy w stanie poczuć jakby ten moment w którym kończymy jedzenie, bo często jemy aż do syta a może i na 110%, więc wtedy organizm jest jakby można powiedzieć przeładowany i nawet z dobrego posiłku może wytworzyć śluz.

Paweł: A jakoś to można zaobserwować, że tego śluzu mamy za dużo? Mówimy o tym negatywnym śluzie, który powoduje stany chorobowe, ale też przypuszczam jest śluz w jelitach, który jest pożyteczny. Na przykład często spożywamy siemię lniane żeby pobudzić perystaltykę jelit.
Mirosława: To znaczy jeśli mamy za dużo śluzu, generalnie jeśli mówimy o takim prostym przypadku gdzie ten śluz gromadzi się w górnych drogach oddechowych, no i wtedy mamy do czynienia z zatokami chronicznymi, takimi przewlekłymi, nie do wyleczenia, z częstymi przeziębieniami, infekcjami, z zapaleniami kataralnymi, z zapaleniami ucha, tego typu sprawy. To oczywiście też zależy od predyspozycji indywidualnej człowieka, bo ten śluz w zależności gdzie się gromadzi, bo on w momencie takiego zagęstnienia to też mogą tworzyć się różne torbiele, guzy.

Paweł: Tak myślę, że właśnie w okresie zachorowań często staramy się ratować owocami bogatymi w witaminę C, czyli powiedzmy bierzemy do ręki pomarańcze, banany może niekoniecznie, ale też tam pewnie spożywamy, a to jak mówisz może powodować większy problem.
Mirosława: Tak, w momencie kiedy w organizmie jest śluz i odczuwamy właśnie to w ten sposób to na pewno sobie tym nie poprawimy stanu.

Paweł: No właśnie teraz mamy taki okres chorobowy i czy są jakieś takie zasady ogólne, które mogłyby nam pomóc uodpornić się? Bądź też mamy już chorobę, infekcję i wtedy co spożywać żeby tą infekcję zahamować?
Mirosława: To jest bardzo dobre pytanie, bo właśnie nie jestem absolutnie za wzmacnianiem odporności suplementacją, czyli syropami najróżniejszymi, które poleca się w reklamach dla dzieci szczególnie, dlatego że to nie ta droga. Myślę, że tutaj przy wzmacnianiu odporności, wzmacnianiu naszego zdrowia nie ma dróg na skróty. I też trochę błędne rozumowanie, że teraz jest zima, jest jesień i co zrobić żeby wzmocnić odporność? O odporność swoją dbamy cały rok, całe życie, czyli to jest praca taka nieustająca, nie to, że teraz jest zima to jak zadbać, to już bym powiedziała, że jest troszeczkę za późno.

Paweł: To może nie tyle budować odporność, tylko jak sobie poradzić jak już mamy ten stan, jak już jest infekcja?
Mirosława: Tutaj trzeba też rozróżnić czy jest to rzeczywiście infekcja czy jest to przeziębienie, bo jeśli jest to przeziębienie, bo przeziębienie to jest to taki stan faktycznie związany jak sama nazwa mówi z przeziębieniem, czyli wyszliśmy na dwór nieubrani odpowiednio, zawiało nas i faktycznie nas trzęsie, jest nam zimno. No to wtedy faktycznie sięgamy po herbatę z cynamonem, z imbirem czy robimy sobie po prostu herbatę z rumem, jeśli jest to osoba dorosła. Próbujemy się rozgrzać i wywołać poty, więc te metody naszych babć wtedy bardzo się sprawdzają i wtedy absolutnie, z resztą tak jak i w każdej infekcji innej tak samo w przeziębieniu wtedy nie obciążamy zbytnio układu pokarmowego, czyli bardziej zupy, kremy warzywne czy ten kleik konji już przywoływany. Czyli w momencie kiedy organizm już tutaj walczy z przeziębieniem to nie obciążajmy jeszcze dodatkowo układu trawiennego jakimś ciężkim jedzeniem.

Inaczej jest z infekcją, bo infekcja, czyli inaczej grypa bym powiedziała i wtedy duże dawki witaminy C mogą pomóc. No bo tu mamy różnicę, przy grypie łamie nas w kościach, jest dosyć spora temperatura, ból gardła, tutaj trzeba to rozróżnić. I wtedy faktycznie większa dawka witaminy C może nam pomóc.

Paweł: Ale rozgrzanie to równolegle możemy w obu przypadkach stosować.
Mirosława: Nie, rozgrzanie przy infekcji, w momencie kiedy masz temperaturę absolutnie nie. Czyli wtedy nie gotujemy rosołków zdrowych, jeśli mamy grypę, jeśli jest typowa infekcja grypowa, kiedy jest ból gardła, kiedy temperatura wzrasta to wtedy nie. Dopiero po, jak zaczynamy wychodzić z infekcji to wtedy zaczynamy wzmacniać swój organizm właśnie tego typu specyfikami.

Paweł: Czyli trzeba być uważnym czy to są pierwsze objawy przeziębienia czy to już jest coś poważniejszego.
Mirosława: Tak, trzeba rozróżnić czy to jest faktycznie grypa, infekcja czy to jest przeziębienie typowe takie, że wyszliśmy nieodpowiednio ubrani albo za długo byliśmy i po prostu zmarzliśmy.

Paweł: Chciałem jeszcze zapytać o jedną taką rzecz, która obecnie jest popularna, mianowicie posty bądź też detoks, który się promuje. Wiem, że Medycyna Chińska też ma do tego podejście pozytywne w pewnym sensie, a Ty jak uważasz?
Mirosława: Właśnie wiesz co, nie za bardzo. Takie te właśnie oczyszczania, posty, raczej medycyna, która promuje wzmacnianie nieustające naszego trawienia, naszego układu pokarmowego nie jest za tak radykalnymi postami czy oczyszczeniami, dlatego że jest to zawsze bardzo trudne dla naszego układu pokarmowego. Z resztą sama to obserwuję, ostatnio byłam w Szczecinie gdzie prowadziłam warsztat, taki wykład właśnie na temat podstawowych elementów związanych z diagnostyką z języka i z twarzy, było tam nie wiem chyba 14, 15 osób i wszyscy oczywiście musieli pokazać swój język do diagnozy. I była pani właśnie której język pokazał bardzo silne osłabienie układu pokarmowego i pytałam ją czy przechodziła właśnie jakieś oczyszczenia albo odchudzanie i potwierdziła, że tak. Więc trzeba mieć tą świadomość, że jeśli zdecydujemy się na taki detoks jak mówisz czy oczyszczenie to ważna jest też pora roku w której to robimy, na pewno nie robimy tego w środku zimy, tylko bardziej w zgodzie z naturą, czyli wiosną. Na przykład marzec mógłby być takim dobrym momentem, ale też proponuję prowadzić je właśnie nie głodówką, ale właśnie taką monodietą, czy to będzie dieta ryżowa czy związana z kaszą jaglaną żeby właśnie nie wystawiać naszego układu pokarmowego na taki duży stres, bo potem naprawdę trzeba dużej mądrości żeby przywrócić jakby tą sprawność naszemu trawieniu.

Paweł: Czyli po prostu nawet post na zasadzie odrzucenia produktów przetworzonych, to co jest naturalne bądź też kierunek monodiety a nie całkowita głodówka.
Mirosława: Znaczy jest to też bardzo indywidualne, zależne od człowieka, bo jeśli mamy człowieka, którego faktycznie język obrazuje takiego bardzo energetycznego i do tego będzie miał nalot gruby i do tego żółty jeszcze to wtedy tego typu jak najbardziej możnaby przeprowadzić eksperyment, ale z reguły wiem z praktyki, że na takie właśnie oczyszczania trafiają osoby bez żadnego nalotu na języku, czyli dla mnie silnie niedoborowe już, które należałoby odżywić a nie oczyścić.

Paweł: Czyli nie dla wszystkich i trzeba patrzeć indywidualnie tak jak na wszystko i tak jak mówisz w okresie bardziej wiosennym, czyli ten okres powiedzmy wielkiego postu, w Polsce jest to idealny okres do oczyszczenia.
Mirosława: Tak. I też mówi się, że na przykład wiosną oczyszczamy się z takiego trochę gorąca i wilgoci, którą sobie zaserwowaliśmy w pożywieniu po zimie, bo w zimie faktycznie jest bardziej energetycznie, czyli bardziej sobie pozwalamy na tłuste, słodkie. Z kolei po lecie gdzie w naszym odżywianiu więcej jest takich produktów można powiedzieć chłodnych, wilgotnych, więc wtedy też jakby po lecie można na początku jesieni zrobić sobie takie oczyszczanie. Wtedy powiedzmy po zimie ryżem a po lecie kaszą jaglaną, dlatego że ona ma jakby w swojej naturze taką możliwość odprowadzania tej wilgoci z układu pokarmowego.

Paweł: Ok. Jako że masz już doświadczenie kilkunastoletnie w pomaganiu ludziom poprzez dietę, poprzez gotowanie to na pewno masz kilka ciekawych przykładów na konkretnych osobach jak przez zmianę swojej diety czy podejście do odżywiania, jak poprawił się ich stan zdrowia? Czy mogłabyś tu coś przytoczyć?
Mirosława: Znaczy wiesz co ja jakby nie prowadzę takiej statystyki generalnie, ale jakby ze swojego podwórka mogę powiedzieć, że faktycznie jak syn zachorował, córka miała wtedy 11 lat, więc jakby mierzyliśmy jej już poziom cukru i wtedy właśnie w tym wieku tak młodym miała na górnej granicy, czyli pamiętam 110 chyba, byliśmy też przestraszeni. Ta zmiana odżywiania absolutnie tutaj pomogła, ten poziom się unormował, w tej chwili jest młodą matką i żadnego problemu jakby nie było z tym związanego. Ja też jestem można powiedzieć takim przykładem, że można sobie pomóc odżywianiem. Wtedy właśnie w 2000 roku jak zachorowałam nie mając naprawdę żadnej wielkiej wiedzy wykluczałam produkty, które wtedy wydawały mi się nie dla mnie m.in. wykluczałam nabiał. Wykluczałam właśnie też kwaśne produkty, jogurty, które jadłam i nawet lubiłam i całe szczęście można powiedzieć, że to zrobiłam, bo nawet z tego powodu, że mam osłabione krążenie, jestem niskociśnieniowcem a kwaśne produkty typu jogurty obniżają. Spotykam oczywiście ludzi, którzy byli u mnie na diagnozie i opowiadają jak poprawiła im się jakość życia w związku z zaleceniami, które wprowadzają. Też miałam taki przypadek swojego teścia, który miał silne swędzenia na całym ciele, szczególnie po wewnętrznej stronie nóg i wtedy właśnie dieta i zioła wyleczyły go w przeciągu dwóch, trzech dni. Także no nie prowadzę żadnej statystyki, może powinnam.

Paweł: No tak, jak już ktoś skorzysta z twojej pomocy no to już się drugi raz do Ciebie nie odzywa, bo już widzi poprawę najczęściej albo po prostu poleca rodzinie i w ten sposób możesz się dowiedzieć, że coś się zadziało. Ok, teraz jeszcze chciałbym powiedzieć jak Ciebie można znaleźć, bo przypuszczam cały czas prowadzisz tą praktykę pomocy, masz stronę internetową dyniowazagroda.pl i tam wszystkie chyba twoje dane kontaktowe są?
Mirosława: Tak są. No przede wszystkim najważniejszy kontakt, który się nie zmienił od lat, czyli numer telefonu, bo faktycznie w tej chwili jakby gabinet wynajmuję na Chylonii, warsztaty organizuję w różnych miejscach jak się zbierze grupa, także podstawowy kontakt jest aktualny, czyli numer telefonu.

Paweł: Czyli generalnie działasz w Trójmieście, a jeżeli jest taka potrzeba to możesz zrobić taki warsztat wyjazdowy, mówimy o tych warsztatach kulinarnych tak?
Mirosława: To znaczy to nie jest taki warsztat typowo kulinarny dlatego, że on trwa sporo godzin, z reguły od 10-tej do 16-tej i to jest naprawdę nie tylko, że my tam gotujemy przysłowiową kaszę jaglaną, ale to jest te kilka godzin kiedy opowiadam właśnie o naturze produktów, o metodach gotowania, dlaczego, co z czym, czyli daję takie naprawdę solidne podstawy do zorganizowania na początek własnej kuchni. I oczywiście gotujemy też pyszne rzeczy, potem je spożywamy i oczywiście na koniec jeszcze są pytania, rozmowa. Czyli to jest taki fajnie spędzony czas i bardzo pożyteczny.

Paweł: A same jakby diagnozy indywidualne to rozumiem prowadzisz głównie na żywo, bo takie analizy przez internet to jak wspomniałaś nie jest to do końca wiarygodne, tak?
Mirosława: To znaczy zawsze jednak kontakt z człowiekiem taki osobisty jest najważniejszy, dlatego też tak jak Ci mówiłam jeszcze posiłkuję się tą diagnostyką z twarzy, ale z resztą nawet wejście, podanie ręki, ono naprawdę już niesie sporo sygnałów. Ale zdarzają się takie przypadki, że ktoś wyszuka mnie w internecie i dzwoni z prośbą o taką diagnozę i wtedy proszę no żeby po prostu przesłać mi na maila czy na telefon zdjęcie języka w kilku odsłonach, też wysyłam jakby taką ankietę z wywiadem żeby odpowiedzieć na pytania, no i wtedy właśnie rozmawiamy, ale nigdy to nie zastąpi tego jakby spotkania indywidualnego a szczególnie tego pierwszego, bo faktycznie jeśli to by było drugie lub kolejne to możemy się spotkać na skypie czy właśnie porozmawiać wtedy przez telefon, ale to pierwsze spotkanie powinno być raczej osobiste.

Paweł: Ok, czyli wstępnie można się telefonicznie umówić a potem poszukać specjalisty w Medycynie Chińskiej w swojej okolicy. Myślę, że w Polsce bardziej na południu Polski ten krąg się rozszerza.
Mirosława: Tak ale tutaj też jakby mamy w Trójmieście prężnie działający Trójmiejski Ośrodek Medycyny Orientalnej prowadzony przez Romka Szymulę, który też założył szkołę Medycyny Chińskiej. Tam przyjeżdza prof. Li Jie od kilku lat, z resztą sam Roman Szymula też prowadzi taką diagnozę bardziej jakby z pulsu, zajmuje się też ziołolecznictwem, akupunkturą. Ale to raczej takie u nas są rodzynki można powiedzieć, faktycznie bardziej prężnie, widać to, działa Warszawa i właśnie południe Polski, Kraków, może właśnie z tego powodu, że tam faktycznie od tylu lat, czyli od lat 70-tych ubiegłego wieku faktycznie przyjeżdzali ludzie, którzy promowali, którzy kształcili i już naprawdę wykształcili sporą grupę ludzi, którzy już sami kształcą.

Paweł: No właśnie też jest ważne, że w Polsce mamy spore tradycje Medycyny Chińskiej i już jest sporo specjalistów na tyle poważnych, że naprawdę nie musimy szukać rdzennego mieszkańca Azji żeby nam pomógł i naprawdę jest wiele osób, które już znają temat od podszewki, na zasadzie już od wielu dziesiątek lat w tym się obracają.
Mirosława: Tak. Ja myślę, że marzeniem każdego takiego diagnosty jest aby jakby połączyć tą wiedzę Medycyny Zachodniej i Medycyny Wschodniej jakby dla dobra człowieka, bo tutaj często jakby spotykamy się z czymś takim, że jestem, nie powiem gorszym, ale takim zagrożeniem dla kogoś. Myślę, że to nie ta droga, że należy raczej łączyć niż dzielić i również w tej dziedzinie jak najbardziej w tym kierunku powinniśmy zmierzać.

Paweł: No zmierzamy coraz bardziej, myślę, że z biegiem lat to będzie bardziej otwarte, ale wszystko idzie ku dobremu. Myślę, że już nasze dzieci, nasze wnuki będą żyły już w takim kraju gdzie będzie można trafić do specjalisty, który nie tylko zbada objawy, ale także przyczyny naszych chorób i będziemy działali od podszewki.
Mirosława: Ale wiesz jaka jest odpowiedzialność, na Tobie też ciąży, bo przecież masz dzieci. I wiesz dlaczego ta Medycyna Chińska przetrwała tyle lat, tyle tysięcy lat, bo przecież to jest 3000 lat p.n.e., właśnie dlaczego, dlatego, że tam przetrwał ten silny przekaz, którego niestety u nas nie ma. Tak jak Ci powiedziałam wróciłam wtedy myślami do mojego rodzinego domu, ale nikt wtedy nie mówił, że słuchajcie odżywianie się według pór roku właśnie to jest to, że jest potrzebne nam, że wspiera nasze zdrowie, wspiera nasz układ pokarmowy, nikt tego nie mówił. Więc myślę, że teraz jest to ważne szczególnie w tej chwili kiedy jest taka obfitość produktów, kiedy żyjemy właśnie w tej obfitości a generalnie cierpimy z powodu chorób związanych z niedożywieniem można powiedzieć, nasz organizm jest niedożywiony. Czyli to jest coś nad czym należy popracować i właśnie stworzyć te dobre nawyki żywieniowe właśnie już u dzieci. W swoim domu budować właśnie ten silny fundament, mówić właśnie dlaczego sezonowość jest dla nas dobra. Pamiętam taką anegdotę – kiedy jeździłam do Krakowa to spotkałam taką koleżankę z którą utrzymuje kontakt do dnia dzisiejszego, ona wtedy miała małe dzieci, bliźniaki, jeden chłopiec przeszedł jako trzylatek przeszczep wątroby w związku z czym ona była bardzo skoncentrowana na odżywianiu i często pytała o mojego syna, który był już właśnie wtedy za granicą, studiował i opowiadałam jej często o różnych takich jak młody człowiek eksperymentował na sobie i ona tak przeżywała – co to będzie jak mój Maks dorośnie i wtedy nie wiem pójdzie na McDonalds’a przysłowiowego, a ja właśnie mówię – słuchaj, najprawdopodobniej pójdzie, ale właśnie to co Ty stworzysz, ten silny fundament to myślę, że te nasze dzieci już jakby tym przesiąkają i nawet jeśli pójdą to będą miały gdzie wrócić. I generalnie faktycznie nie trzeba było długo czekać, bo opowiadała mi kiedyś, że właśnie był na jakichś urodzinach, czekolada się lała jak to się mówi drzwiami i oknami i na drugi dzień przyszedł i mówi – mamo ugotuj mi kaszy jaglanej.

Paweł: No tak to jest taka podstawowa informacja, że trzeba dawać dobry przykład przede wszystkim dzieciom, no a patrząc na siebie to też jest ważne żeby patrzeć jak nasz organizm zachowuje się po tym co spożywamy.
Mirosława: Tak, jakie sygnały nam wysyła, żeby te sygnały odbierać i próbować się z nimi zmierzyć a nie właśnie zapijać tabletką na zgagę na przykład.

Paweł: No tak tabletka to już ekstremalny przypadek, ale jeśli chodzi o diety to też czasami uważamy, że dana dieta jest dobra dla wszystkich a trzeba obserwować jak to działa konkretnie na naszą osobę.
Mirosława: No ale jest kilka takich uniwersalnych zasad związanych z odżywianiem, którymi możnaby się kierować. To znaczy na pewno zwiększona ilość gotowanego pożywienia, gdzie gotowane wspiera organizm w trawieniu i w przyswajaniu tych substancji odżywczych, też jakby urozmaicone pożywienie. Mówi się też, gdzieś tam wyczytałam w tej starej Medycynie Chińskiej, że zboża są dla rozwoju, owoce dla wspomagania, mięso dla odżywiania a warzywa dla wspierania. Ważne też myślę jest to odżywianie w zgodzie z porami roku, dlatego że wtedy dostraja nam wewnętrzną naturę do danej pory roku. Ważne jest o czym nie mówiliśmy, a mi się wydaje, że jest to bardzo ważne – radość, radość taka, która towarzyszy nam podczas spożywania posiłku, ale też tak jak bym powiedziała nasza wewnętrzna relacja do tego spożywanego posiłku. Często właśnie ją trzeba bardziej uzdrowić niż zmienić nasze nawyki żywieniowe. Ważne jest też przeżuwanie właściwe pożywienia i tutaj mam taką uwagę, że, z resztą o to pytam zawsze osoby, które do mnie trafiają, czy pani, pan szybko jecie czy dajecie sobie czas. Pytam o to, bo sama szybko jem i jeśli ktoś by mi zalecił powiedzmy zboża takie ziarniste, pełnogotowane to myślę, że zrobiłabym sobie krzywdę, bo zboża trawią się przede wszystkim w ustach i to co czasami czytamy, że trzeba 30 razy przeżuć zanim połkniemy, trafi do żołądka to dotyczy właśnie głównie zbóż. Jeśli ktoś mówi, że szybko je no to wtedy przygotowujemy posiłki jak wspominaliśmy jednogarnkowe gdzie one są faktycznie tak przetworzone, że nawet jeśli włożymy sobie go do żołądka to nie zrobimy sobie tym wielkiej krzywdy. Ważne jeszcze jest to żeby nie najadać się do sytości, czyli mówi się żeby zapełniać swój żołądek do 70%, żeby tam dać jeszcze trochę miejsca na ten przepływ energii na dobre trawienie. Też regularność trawienia bardzo wspiera nasz układ pokarmowy. Jest jeszcze kilka osób w moim otoczeniu w takim sędziwym wieku, około 90 lat i jak ich pytam o tą długowieczność, jakie porady by dali to z reguły są to osoby, które nie przejadały się i jadły regularnie.

Paweł: No ale też trzeba słuchać swojego organizmu, intuicji spożywania o danych porach, w sensie, że jeśli czujemy głód to wtedy powinniśmy spożywać posiłek, na przykład jest godzina 18-ta i musimy zjeść, a nie czujemy się głodni.
Mirosława: A jak będziemy czuli się głodni o 22 to mamy wtedy jeść? No nie, na siłę nie powinniśmy jeść, ale jak nie jesteśmy głodni o 18 to raczej powinniśmy przetrwać do śniadania albo wtedy mieć na takiego głoda wieczornego jak czasami nas dopada taki kubek dobrze zmiksowanej jarzynowej zupy i ona naprawdę Ci nigdy nie zaszkodzi, nawet jak ją wypijesz o 21. Ale wtedy żeby to było coś takiego a nie kabanos, kanapka. Nasz układ trawienny najsilniejszy jest do południa i o tym powinniśmy pamiętać, że wtedy nawet jeśli robimy jakieś błędy to on sobie poradzi jakby bardziej, ale jeśli już jemy o 20 czy o 21 to już jest problem. I wtedy organizm z tego pożywienia bardziej gromadzi śluz niż jakieś wartości dla organizmu.

Paweł: No dobrze to może zakończmy tymi podstawowymi zasadami żywieniowymi tą rozmowę. Ja jeszcze wszystkich zapraszam do kontaktu z Mirką poprzez stronę internetową lub telefonicznie i oczywiście pod tym podcastem podam wszelkie informacje, no i dziękuję za rozmowę.
Mirosława: Ja również, bardzo mi było miło. Dziękuję.

 

0 likes Odżywianie , Wywiady
Share: / / /
POLUB NAS NA FACEBOOK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POLUB NAS NA FACEBOOK
Co Cię interesuje ?